
Niemieccy touroperatorzy oraz Niemieckie Stowarzyszenie Turystyczne (DRV) potwierdzili 2 marca, że co najmniej 30 000 klientów wykupionych wycieczek jest uwięzionych w kurortach i punktach tranzytowych po zamknięciu przestrzeni powietrznej Iranu, a następnie krajów Zatoki Perskiej, w odpowiedzi na ataki USA i Izraela. Linie lotnicze Lufthansa, Eurowings, Condor oraz TUI fly musiały odwołać lub przekierować setki lotów w miniony weekend, podczas gdy przewoźnicy czarterowi starali się skierować samoloty ratunkowe poza strefy zakazu lotów. Centrum kryzysowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych zebrało się po raz trzeci w ciągu 48 godzin, apelując do podróżnych o rejestrację w systemie ELEFAND, aby otrzymywać biuletyny bezpieczeństwa „Landsleutebrief”. Duże zespoły konsularne zostały wysłane do Dubaju, Dohy i Maskatu, by negocjować rezerwacje hotelowe oraz organizować transport lądowy na lotniska wciąż otwarte w Egipcie i Turcji. Firmy zarządzające podróżami określają tę sytuację jako największe zakłócenie niemieckich podróży zagranicznych od czasu zamknięcia granic w 2020 roku z powodu COVID-19. Przedsiębiorstwa z pracownikami delegowanymi w regionie Zatoki zgłaszają dodatkowe koszty w wysokości 1 500–2 200 euro na osobę za noclegi awaryjne i zmiany tras. Firma zajmująca się zarządzaniem ryzykiem A3M Global Monitoring ostrzega, że „efekty uboczne”, takie jak niedobory części do samolotów, mogą wpływać na europejskie rozkłady lotów przez kilka tygodni. Pracodawcy zostali przypomnieni, że zgodnie z §17a ust. 2 WHA muszą nadal wypłacać diety oraz zapewniać opiekę medyczną pracownikom delegowanym, którzy nie mogą opuścić regionu. Doradcy imigracyjni informują, że przekroczenia czasu pobytu na wizach Schengen spowodowane odwołaniem lotów będą zazwyczaj tolerowane, jednak podróżni powinni zachować karty pokładowe i pisma od linii lotniczych jako dowód przy ponownym wjeździe do Niemiec.
Źródło: Deutsche Welle