
Mimo strajku kontrolerów ruchu lotniczego nad Francją, Air France zmaga się z własnymi problemami pracowniczymi. Ponad jedna czwarta z 3 200 pilotów narodowego przewoźnika rozpoczęła w sobotę, 8 lutego, trzydniowy strajk, protestując przeciwko zmianom w grafikach i domagając się od zarządu zobowiązania do zamówienia nowej floty samolotów dalekiego zasięgu. Mimo to linia lotnicza zdołała zrealizować około 80% zaplanowanych lotów w weekend i spodziewa się podobnej efektywności w poniedziałek i wtorek.
Piloci, reprezentowani przez związek SNPL, sprzeciwiają się planowi wydłużenia miesięcznego czasu lotów nawet o 10 godzin bez proporcjonalnej podwyżki wynagrodzenia. Domagają się także przyspieszenia decyzji o zakupie 26 dodatkowych Airbusów A350-900, argumentując, że starzejące się Boeingi 777-200ER powodują problemy z niezawodnością i pozbawiają linię korzyści wynikających z oszczędności paliwa, które cieszą rywali z regionu Zatoki Perskiej i Azji.
Dla podróżujących służbowo częściowa obsługa to zarówno ulga, jak i ostrzeżenie. Priorytetowo traktowane są trasy dalekiego zasięgu do Ameryki Północnej i Azji, natomiast częstotliwość lotów w Europie została ograniczona, zmuszając pasażerów do korzystania z pociągów lub lotów w ramach umów codeshare. Możliwe są ostatnominutowe odwołania lotów, a pasażerowie mogą zostać przekierowani na loty partnerów Air France-KLM z Amsterdamu lub na transport naziemny z Brukseli.
Działy HR i zarządzania mobilnością powinny przypomnieć pracownikom o konieczności pobrania aplikacji Air France, włączenia powiadomień oraz zachowania paragonów za dodatkowe koszty zakwaterowania – które zazwyczaj podlegają zwrotowi zgodnie z polityką podróży. Ponieważ strajk jest sporem wewnętrznym linii lotniczej, może przysługiwać odszkodowanie na mocy rozporządzenia UE 261, jeśli odwołanie lotu zostanie ogłoszone na mniej niż 14 dni przed odlotem i nie zostanie zaproponowana alternatywna trasa.
Negocjacje wznowione zostaną w środę pod nadzorem francuskiego mediatora ds. lotnictwa cywilnego. Analitycy ostrzegają, że jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem, kolejny strajk może zbiec się z okresem świątecznym Wielkanocy oraz przygotowaniami do finału Ligi Mistrzów UEFA 2026 w Paryżu, co stworzy idealne warunki do poważnych zakłóceń w mobilności przyjezdnych.
Piloci, reprezentowani przez związek SNPL, sprzeciwiają się planowi wydłużenia miesięcznego czasu lotów nawet o 10 godzin bez proporcjonalnej podwyżki wynagrodzenia. Domagają się także przyspieszenia decyzji o zakupie 26 dodatkowych Airbusów A350-900, argumentując, że starzejące się Boeingi 777-200ER powodują problemy z niezawodnością i pozbawiają linię korzyści wynikających z oszczędności paliwa, które cieszą rywali z regionu Zatoki Perskiej i Azji.
Dla podróżujących służbowo częściowa obsługa to zarówno ulga, jak i ostrzeżenie. Priorytetowo traktowane są trasy dalekiego zasięgu do Ameryki Północnej i Azji, natomiast częstotliwość lotów w Europie została ograniczona, zmuszając pasażerów do korzystania z pociągów lub lotów w ramach umów codeshare. Możliwe są ostatnominutowe odwołania lotów, a pasażerowie mogą zostać przekierowani na loty partnerów Air France-KLM z Amsterdamu lub na transport naziemny z Brukseli.
Działy HR i zarządzania mobilnością powinny przypomnieć pracownikom o konieczności pobrania aplikacji Air France, włączenia powiadomień oraz zachowania paragonów za dodatkowe koszty zakwaterowania – które zazwyczaj podlegają zwrotowi zgodnie z polityką podróży. Ponieważ strajk jest sporem wewnętrznym linii lotniczej, może przysługiwać odszkodowanie na mocy rozporządzenia UE 261, jeśli odwołanie lotu zostanie ogłoszone na mniej niż 14 dni przed odlotem i nie zostanie zaproponowana alternatywna trasa.
Negocjacje wznowione zostaną w środę pod nadzorem francuskiego mediatora ds. lotnictwa cywilnego. Analitycy ostrzegają, że jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem, kolejny strajk może zbiec się z okresem świątecznym Wielkanocy oraz przygotowaniami do finału Ligi Mistrzów UEFA 2026 w Paryżu, co stworzy idealne warunki do poważnych zakłóceń w mobilności przyjezdnych.
Źródło: The Gulf Time/Bloomberg