
Negocjacje w sprawie wznowienia wzajemnego programu mobilności młodzieży (Youth Mobility Scheme, YMS) między Wielką Brytanią a Unią Europejską napotkały na poważne przeszkody. Źródła dyplomatyczne po obu stronach potwierdziły 12 maja, że Londyn domaga się rocznego limitu wiz na poziomie „dziesiątek tysięcy” – podobno między 40 a 50 tysiącami, podczas gdy Bruksela chce otwartego systemu z możliwością „hamulca awaryjnego”, który można by zastosować tylko w przypadku nagłego wzrostu liczby wniosków. Program YMS miał być politycznym filarem szerszego pakietu „resetu”, mającego na celu złagodzenie napięć po Brexicie w takich obszarach jak standardy rolno-spożywcze, handel energią czy wymiana studencka.
Z punktu widzenia mobilności zawodowej program jest istotny, ponieważ ponownie umożliwiłby Europejczykom poniżej 30. roku życia zamieszkanie i pracę w Wielkiej Brytanii (i odwrotnie) przez okres do dwóch lat bez konieczności posiadania sponsora pracodawcy. Rekruterzy z branż borykających się z poważnymi brakami kadrowymi – hotelarstwa, rolnictwa sezonowego, fintechu i przemysłów kreatywnych – już uwzględnili ten program w planach zatrudnienia na 2026 rok. Brytyjscy negocjatorzy argumentują, że limit porównywalny do niedoszacowanego australijskiego YMS (45 tys. miejsc, 8,2 tys. przyznanych wiz w 2025 roku) zapewni „kontrolę i zaufanie społeczne”. Przedstawiciele UE odpowiadają, że europejska grupa młodzieży jest znacznie większa, a popyt może łatwo przekroczyć 50 tys. miejsc w pierwszym roku, co stworzyłoby loterię i podważyło dobrą wolę.
Uniwersytety naciskają na Downing Street, by przyznać studentom z UE status „home-fee” – czego Wielka Brytania obecnie odmawia – ostrzegając, że opłaty międzynarodowe w wysokości 32–70 tys. funtów mogą wykluczyć utalentowanych absolwentów, którzy mogliby wypełnić lukę kompetencyjną w Wielkiej Brytanii. Analitycy migracyjni wskazują, że jakakolwiek kwota poniżej 70 tys. nie wpłynie znacząco na bilans migracji netto, ale może drastycznie ograniczyć pulę kandydatów zdolnych później przejść na ścieżki dla wykwalifikowanych pracowników. „Długość pobytu jest równie ważna jak liczba wiz” – zauważa Ben Brindle z Migration Observatory; krótsze wizy dają mniej czasu na znalezienie sponsora lub osiedlenie się na stałe.
Przy zaplanowanym na koniec czerwca szczycie UK–UE, negocjatorzy mają teraz trzy tygodnie na znalezienie kompromisu. Brak porozumienia oznaczałby, że brytyjskie firmy będą rywalizować o te same ograniczone zasoby w Australii, Kanadzie i Nowej Zelandii, podczas gdy młodzi Europejczycy skierują się raczej do Irlandii lub Holandii. Firmy, które polegają na stałym napływie międzynarodowych talentów na poziomie podstawowym, powinny więc przygotować alternatywne kanały rekrutacji oraz przejrzeć programy stażowe, dla absolwentów i wymiany pracowniczej na lata 2026/27.
Z punktu widzenia mobilności zawodowej program jest istotny, ponieważ ponownie umożliwiłby Europejczykom poniżej 30. roku życia zamieszkanie i pracę w Wielkiej Brytanii (i odwrotnie) przez okres do dwóch lat bez konieczności posiadania sponsora pracodawcy. Rekruterzy z branż borykających się z poważnymi brakami kadrowymi – hotelarstwa, rolnictwa sezonowego, fintechu i przemysłów kreatywnych – już uwzględnili ten program w planach zatrudnienia na 2026 rok. Brytyjscy negocjatorzy argumentują, że limit porównywalny do niedoszacowanego australijskiego YMS (45 tys. miejsc, 8,2 tys. przyznanych wiz w 2025 roku) zapewni „kontrolę i zaufanie społeczne”. Przedstawiciele UE odpowiadają, że europejska grupa młodzieży jest znacznie większa, a popyt może łatwo przekroczyć 50 tys. miejsc w pierwszym roku, co stworzyłoby loterię i podważyło dobrą wolę.
Uniwersytety naciskają na Downing Street, by przyznać studentom z UE status „home-fee” – czego Wielka Brytania obecnie odmawia – ostrzegając, że opłaty międzynarodowe w wysokości 32–70 tys. funtów mogą wykluczyć utalentowanych absolwentów, którzy mogliby wypełnić lukę kompetencyjną w Wielkiej Brytanii. Analitycy migracyjni wskazują, że jakakolwiek kwota poniżej 70 tys. nie wpłynie znacząco na bilans migracji netto, ale może drastycznie ograniczyć pulę kandydatów zdolnych później przejść na ścieżki dla wykwalifikowanych pracowników. „Długość pobytu jest równie ważna jak liczba wiz” – zauważa Ben Brindle z Migration Observatory; krótsze wizy dają mniej czasu na znalezienie sponsora lub osiedlenie się na stałe.
Przy zaplanowanym na koniec czerwca szczycie UK–UE, negocjatorzy mają teraz trzy tygodnie na znalezienie kompromisu. Brak porozumienia oznaczałby, że brytyjskie firmy będą rywalizować o te same ograniczone zasoby w Australii, Kanadzie i Nowej Zelandii, podczas gdy młodzi Europejczycy skierują się raczej do Irlandii lub Holandii. Firmy, które polegają na stałym napływie międzynarodowych talentów na poziomie podstawowym, powinny więc przygotować alternatywne kanały rekrutacji oraz przejrzeć programy stażowe, dla absolwentów i wymiany pracowniczej na lata 2026/27.
Źródło: The Guardian